Koszt pozyskania klienta w fotowoltaice rośnie od kilku sezonów, a firmy OZE pod Częstochową rzadko mają problem z liczbą leadów. Mają problem z ich jakością: na dziesięć zapytań kilka jest gotowych na wycenę, reszta zjada czas handlowca.

Klient nie kupuje paneli, tylko niższy rachunek
Właściciel domu pod Częstochową, który rozważa fotowoltaikę, nie myśli o krzemie i kablach. Myśli o tym, że za 25 lat nie zapłaci za prąd. Reklama mówiąca o oszczędnościach i niezależności trafia lepiej niż techniczna specyfikacja modułu.
Co wdrażamy dla firm OZE?
- Kampanie Meta i Google targetowane na właścicieli domów w regionie.
- Landing page z kalkulatorem oszczędności i kwalifikacją leada.
- Aktualny marketing dotacyjny — Mój Prąd, Czyste Powietrze.
- Mierzenie: koszt leada, spotkania, podpisanego kontraktu.
Dlaczego liczy się, kiedy pytają?
Fotowoltaika ma wyraźny rytm roczny. Zainteresowanie rośnie wiosną i po każdej informacji o zmianie cen prądu albo naborze do programu dotacyjnego, a zimą siada. Kampania ustawiona raz w styczniu i niezmieniana do grudnia płaci tę samą stawkę za lead w miesiącu, w którym nikt nie kupuje.
Praktyczny wniosek: budżet ma iść za sezonem, a nie być dzielony po równo na dwanaście miesięcy. To sama zmiana rozłożenia wydatku, bez podnoszenia kwoty rocznej.
Dlaczego 30 zapytań bywa lepsze niż 200?
Lepiej dostać 30 zapytań, z których 8 kończy się umową, niż 200 klikaczy marnujących czas handlowców. Filtrujemy zapytania już na poziomie reklamy i strony — do handlowca trafiają osoby gotowe na wycenę.
Filtr bywa banalny. Pytanie o rodzaj dachu i orientacyjne zużycie prądu, zadane w formularzu, odsiewa większość przypadkowych zgłoszeń, a osobom faktycznie zainteresowanym zajmuje pół minuty.
Co warto mierzyć poza kosztem leada?
Koszt leada sam w sobie niewiele mówi. Lead po 40 zł, z którego nikt nie podpisuje umowy, jest droższy niż lead po 120 zł kończący się instalacją. Warto liczyć trzy rzeczy naraz: koszt zapytania, odsetek zapytań umówionych na spotkanie i odsetek spotkań zamkniętych umową.
Dlaczego cena w reklamie fotowoltaiki działa przeciwko sprzedaży
Kwota podana w reklamie przyciąga osoby, które porównują wyłącznie kwoty. To najgorsza grupa dla firmy OZE, bo instalacja wyceniana jest indywidualnie i podana z góry liczba prawie nigdy nie odpowiada temu, co wyjdzie po obmiarze dachu.
Skutek widać w kalendarzu handlowca. Spotkanie zaczyna się od tłumaczenia, dlaczego jest drożej niż w reklamie, zamiast od rozmowy o zużyciu prądu i o tym, co klient chce osiągnąć. Zaufanie jest nadwyrężone, zanim padnie pierwsza propozycja.
Lepiej działa przekaz, który tłumaczy, od czego zależy koszt: powierzchnia i kąt dachu, roczne zużycie, moc instalacji, magazyn energii albo jego brak. Klient przychodzi wtedy przygotowany na rozmowę o wariantach, a nie na jedną liczbę. Ta sama zasada obowiązuje na stronie: kalkulator ma pokazywać widełki i zmienne, które na nie wpływają.
Co musi być na stronie, żeby zapytanie w ogóle przyszło
Trzy rzeczy, w tej kolejności. Numer telefonu widoczny bez przewijania, bo część osób nie wypełni żadnego formularza. Zdjęcia własnych instalacji z okolicy zamiast zdjęć ze stocka — dach w Poczesnej wygląda inaczej niż dach z kalifornijskiego katalogu. I odpowiedź na pytanie o formalności, bo to ona najczęściej wstrzymuje decyzję.
Czwarta rzecz jest niewidoczna: strona ma się otworzyć na telefonie w kilka sekund. Większość ruchu z reklam to telefon, a każda dodatkowa sekunda ładowania zabiera część osób, zanim cokolwiek zobaczą.
"Klient nie kupuje fotowoltaiki. Kupuje rachunek za prąd, którego już nigdy nie dostanie."
Autor wpisu
Paulina Pielużek
Właścicielka
Właścicielka VIAM Agency w Częstochowie. Kampanie Google i Meta, wizytówki Google, strony i SEO — z założeniem, że osoba od strategii jest tą samą, która potem prowadzi kampanie.
